Divine-Judgment.Net Divine-Judgment.Net

Księga Gości

Zobacz wpisy // Zapisz się

Archiwum

2006
styczeń
2005
grudzień


Buttony

Wings of Angel RPG


Toplista Blogów RPG !

TopLista RPG

Fabuła

Anioły i Demony są "podzielone" na dwa różne światy - Niebo i Ziemia. Pewnego dnia, młode anioły postanawiają odwiedzić Ziemię. Niektóre "spadają" i zostają schwytane przez Czarne, a niektóre muszą radzić sobie same na ziemi...

Regulamin

1. Admin ma ZAWSZE rację.
2. Zapisujemy się w Księdze Gości, podając:
- Imię postaci, którą chcesz być.
- Nick
- GG lub Mail
- Adres Bloga (jak masz)
3. Jak ktoś dotknie HTML'a to osobiście odgryzę(odgryziemy x3) głowe
4. Obowiązuje bezwzględny zakaz podawania hasła osobą trzcim.
5. Hentai, Yaoi, Yuri i różne takie udziwnienia mile widziane >;3
6. Notki mają się pojawiać co 1-2 tygodnie *już to widzę XD*
7. No i proszę o wklejanie avatarów pod notką.

Rasy

Wiedziałam, że o czymś zapomniałyśmy XD. Kimcioki harcują gdy Me nie czują XD
A więc, rasy do wyboru (...brzmi podejrzanie):
- Człowiek
- Anioł
- Czarny Anioł
- Archanioł
- Demon

Adminki


Nick:Me-chan
GG: 8512812


Nick: Kimi
GG: 3559083

Postacie


Ayashi
Rasa: Anioł
Gracz: Me-chan
Aya to jeden z aniołów, które "spadły" na Ziemię. Gdy była w Niebie kochała Ave, ale dotknęła ją amnezja i teraz błąka się po świecie w poszukiwaniu "prawdziwego ja".


Warui
Rasa: Czarny anioł
Gracz: Kimi
Warui to Czarny Anioł "wysokiego szczebla". Usadowił się na Ziemi i dorobił się pokaźnego majątku. Egoistyczny ale jak na Czarnego jest całkiem miły i opiekuńczy. Czuje dziwną więź, która łączy go z Niebem.


Ave
Rasa: Anioł
Gracz: Kimi
Niegdyś szaleńczo zakochany w Ayi, teraz żyje na Ziemi. Wie, że w Niebie czułby się bardzo nieswojo. Czuje się bardzo samotny ale zapewne ktoś to wkrótce zmieni...


Tokiyoshi
Rasa: Człowiek
Gracz: Me-chan
Żywiołowy i mądry chłopak. Wiele ludzi uważa go za bezmyślnego pacana, ale Toki jest wrażliwy i niezwykle czuły. Bardzo łatwo go zranić, alw "w kasze dmuchać" sobie nie da.


Imię: Lola
Rasa: Upadły Anioł
Gracz: Usagi
Wiek: 4000 lat
Ekscentryczna, zamknięta w sobie, straciła oba skrzydła, ma tylko ich resztki w postaci gołych kości, którymi straszy w razie potrzeby.


Imię: Lila
Rasa: Upadły Anioł
Gracz: Usagi
Wiek: 2500 lat
Chłodna, lubująca w torturach, czesto sprawia wrażenie zagubionego dziewczątka. Ma jedno skrzydło białe, drugie czarne, co oznacza, że jest jeszcze szansa na to, by została spowrotem Aniołem.


Imię: Piff
Rasa: Anioł
Gracz: Subaru
Piff to nie do końca dziewczynka. Jest aniołem. Można powiedzieć, że nawet upadłemu aniołowi przy niej serce mięknie. Jest jak nieskazitelny kwiat. Nie wiadomo dlaczego na Ayashi mówi "mama" a na Ave "tata". Ma niecałe 5 lat.


Imię: Nayami
Rasa: Człowiek
Gracz: Kimi
Nayamu, w skrócie Naya to dziewczynka chora na cukrzycę. Ma kochających i opiekuńczych rodziców, ale czuje, że czegoś w jej życiu brak...


Imię: Ikiru
Rasa: Anioł
Gracz: Kimi
Anioł mający więcej obowiązków niż pozostali - stara się nawracać Czarne Anioły a także opiekuje się dziewczynką, dla której czasu niestety nie ma zbyt wiele...


Imię: Matti Hautameki
Rasa: Człowiek
Gracz: Matiś


Imię: Chise Kono
Rasa: Człowiek
Gracz: Kimi
Chise jest dziewczyną trochę odbiegającą od swojego otoczenia – chociaż jest bogata nie zachowuje się "typowo" tak jak rówieśniczki. Lubi chodzić na zakupy ze swoją przyjaciółką Asano i to nie dlatego, żeby okazać, że jest bogatsza – po prostu lubi spędzać z nią czas. Jest straszliwie uparta i wtrąca nos w nie swoje sprawy.


Imię: Hiroki
Rasa: Człowiek
Gracz: Kimi

Toki & Ave >;3




Ave rozpaczliwie szukal Ayashi wśród przestworzy. Latał pomiędzy chmurami i ptakami, lecz nigdzie jej nie było. Postanowił zrobić coś, czego nie wolno było nikomu z Młodszych Aniołów - zstąpić na Ziemię.
Było piękne popołudnie, słonko świeciło i większość ludzi uważało, że nic już więcej do szczęścia nie potrzeba. Wśród tej "większości" był też Toki, 17-letni chłopak. Mieszkał sam a rodzice pokrywali wszystkiego jego wydatki. Cóż do szczęścia jeszcze potrzeba- powiedział by nie jeden, ale Tokiyoshi w te ów piękne popołudnie szwędał się smętnie po parku, który tak kochał. Kochał gdy ptaki śpiewały wśród dzew, których gałęzie poruszał lekki zefirek. Kochał tez te łabędzie które chowały się w domkach na zimę. Ale dzisiaj wyraźnie było widać, że nie jest w chumorze.
Chwila nieuwagi Tokiego kosztowała go. Uderzył z hukiem o Ziemię, tracąc przytomność.
Ave myślami błądzący daleko, wokół Ayi uderzył w coś. Dopiero po paru sekundach zauważył, że to człowiek. Wystraszył się, próbując schować skrzydła. Leżał na nim przez chwilę z głową tuż przy szyi Tokiego. Kiedy wstawał, obtarł policzkiem skórę chłopaka, który pomimo wyglądał według Avego na osiemnaście lat miał delikatną, chłopięcą skórę. Anioł opamiętał się. Z trudem schował skrzydła, czując przy tym rozdzierający ból. Nigdy czegoś takiego nie czuł. Ukląkł nad Tokim i położył dłoń na jego chłodnym czole.
Toki mamrotał coś niezrozumile, po czym uchylił jedno oko. Ujrzał postać niezwyklę piękną...biło od niej światło. Wońcu chłopak otorzył szeroko spojrzenie i wybełkotał:
- Emm..Kim jesteś, gdzie ja jestem - odwrócił sie na bok, skutecznie przygniatając rękę przybysza. Kontakt z jego skórą sprawiał mu nie lada przyjemność.
- Yyy... - zająkał się Ave, rozglądajac wokół - ...o ile dobrze wiem, to jest park - Anioły nie ztępowały na ziemię dość często. Przynajmniej takie jak Ave. A tutaj był pierwszy, może drugi raz. Chciał oswobodzić rękę ale Toki zbyt mocno ją przytrzymywał.
Chłopak jakby wyrwał się z transu, podniósł sie gwałtownie, podbiegając do barierki jeziora, w którym pływały łabędzie. Jego twarz spłonęła czerwnienią.
Ave stwierdził, że to najlepsza pora na ucieczkę. Poszedł w strone niewielkiego lasu szybkim krokiem znów czując coraz bardziej narastający ból w plecach. Czyżby Aya gdzieś tu była...? Jęczał, próbując stłumić głos rękawem.
Tokiyshi odwrócił się, chcąc zalać pytaniami nieznajomego. Gdy zobaczył, że odszedł...to szybko pobiegł w jego stronę:
- Ej! - krzyknał, widząc na choryzącie kulejącego chłopaka - Nie odpoweidziałeś na moje pytanie - dobiegł i złapał go za ramię - Jak się nazywasz? - wydukał zdyszany.
- A...Ave - odpowiedział przez wyuczoną grzeczność. Aniołom zakazano kontaktów z ludźmi do pewnego stopnia - można było ich ostrzegać, wpływać na ich decyzje ale nie zdarzyło się, aby Anioł dotknął Człowieka. Już w pierwszej chwili, Ave wiedział, że poniesie za to konsekwencje. Czy ten ból...to było właśnie to? Zastanawiał się.
- Wybacz..ale gdyby nie Ty, to pewnie lezałbym tam cały dzień - odpowiedział zmieszany.
- Napewno ktoś by ci pomógł - odparł, próbując się zdobyć na oschły ton. Pragnął aby chłopak zniechęcił się do niego.
- Nie...jestem tak beznadziejny, że odstraszam ludzi... - akurat teraz zebrało mu się na sentymenty, ale czuł...ze jemu może powiedzieć wszystko.
- Żaden czło... - zaczął ale szybko się poprawił - ...nikt nie jest beznadziejny - powiedział szczerze.
- Żyję całkiem sam...ale mimo to jestem dla innych ciężarem, chciałbym ze soba skończyć - do oczu napłynęły mu łzy, ale natychmiast je otarł i się uspokoił.
- Przestań! - warknął Ave rozwścieczony. Nienawidził kiedy ludzie myśleli tak o sobie. - Nie wolno ci tak myśleć, rozumiesz?! Pomyśl, jak cennym darem jest życie!
- Wiem ! -krzyknał i nie zdołał powstrzymac łez - Ale inni też chcą żyć w spokoju i po swojemu, a to im psuję. NIE JESTEM EGOISTĄ !
Anioł przygryzł wargę. Zawsze mówiono mu, że jest zbyt wybuchowy - dlatego nie nadaje się na Stróża. Teraz przypomniało mu się to, co zrobił Ayi. Poczuł, że powinien nie mieć prawa żyć. A jednak stoi tu i wysłuchuje chłopaka, który nic nie zrobił a chce ze sobą skończyć.
- Nie płacz... - szepnął. - ...albo płacz. Wyżal się.
- Przepraszam...ja zawracam Ci tylko głowę, dziękuje ze mnie wysłuchałeś - szepnął ze zwieszoną głową i odwrócił się na pięcie, gotowy by odejśc w szarą rzeczywistość swojego życia.
- Powiedziałem - wyżal się - powiedział ostro Ave, stając przed nim i kładąc rękę na czubku jego głowy.
Tokiego zdziwiło lekko, zachowanie..dotąd nie przystępnego Avego.
- Nie mam szczęścia w życiu, nie mam przyjaciół, którzy daliby mi szczęście...to wszystko - Patrząc na złotowłosego nieznajomego, ogarnał go błagalny spokój, a wszystkie jego problemy stały sie błache.
- Poczekaj cierpliwie. Ktoś się zjawi. - uśmiechnął się słabo Ave, nie patrząc nawet na niego. Spoglądał w niebo, jakby chciał uzyskać odpowiedź co ma robić dalej.
- Mam nadzieję i mimo wszystko..dziękuje - mruknął w nadzieji, że juz nic nie będzie musiał mówić - A tak przy okazji...to jestem Toki - uśmiechnął sie i odszedł.
- Toki...ładne imię - krzyknął za nim, odwracając się w swoją stronę.
***
Toki zmierzał szybkim krokiem do parku...to miejsce bardzo go uspokajało. Gdy już usiadł na łace...to ujrzał znajomą postać. Tak! To Ave wchodzący na górę. Tokiego bardzo intrygowało jego zachowanie...od początku był tajemniczy. Postanowił go śledzić.
Ave szedł bardzo powoli, ze zwieszoną głową. Wiedział, że należało mu się. Chciał tylko żeby Aya mu wybaczyła to wszystko. Chciał ją zobaczyć. Przynajmniej to zrobił. Smucił się a zarazem cieszył, że ukochana znalazła kogoś bardziej godnego...zaufania? Czy Czarne były godne zaufania? Tego Ave nie wiedział. Czuł, że chwiejące się nogi nie zaniosą go daleko. Miał nadzieję, że chata jest niedaleko. Wyglądał jakby zaraz miał upaść na kolana.
Toki co chwila zaglądał zza jakiegś dzewa. Widział, iż Ave chwieje się na nogach...i pomyślała ze moze sie poprostu nachlał. Ale niernajomy, był za bardzo "uczciwy"? Nie mógł tego o nim powiedziec z tak krótkiej rozmowy. Wiedział tylko, że może obdażyć go zaufaniem..ponieważ wysłuchał go.
Ave miał problem z otworzeniem drzwi. Wyglądał mizernie, koszula od Waruiego (kiedy mu ją dał, nie wiem xD Trzeba troche podkolorować xD) była źle zapięta. Kiedy wreszcie uporał się z kluczami otworzył drzwi i upadł wprost na dywan.
Chłopak usłyszał głuchy łomot i pędem pobiegł sprawdzić co się dzieje. Gdy zobaczył Avego spoczywającego bezwładnie na pogłodze - zamarł. Podniusł go i położył, na oczojebno-zielonej kanapie. Nie wiedział co ma dalej robić...nieznajomy wyglądał jak nieżywy.
Nie poruszał się, nie oddychał ale żył. Po paru minutach cały zaczął się trząść...a potem stało się coś, w co człowiek nie uwierzyłby jeśli nie zobaczyłby na własne oczy. Z pleców Avego wyrosły wielkie, czarne skrzydła. Były o wiele większe, niż te, które miał wcześniej. Wkrótce Ave otworzył jedno oko, chcąc zobaczyć czy jest jeszcze na Ziemi czy już gdzieś indziej.
Toki nie mógł zeobić czegokolwiek...chciał odskoczyć lub odejść, bo bał się - ale czuł, że nie powinien. Nadal siedział na kanapie i miał na kolanach głowe dziwnego stworzenia.
- N...nic Ci nie jest - spytał niepewnie.
- To...ki?! - zerwał sie. Dopiero teraz zauważył skrzydła. Jeśli on...to widział...
Przymknął oczy, a skrzydła zniknęły. Co teraz...? Przecież jeśli Toki wie albo domyśla się kim jest Ave...wiedział jacy potrafią być ludzie.
Cłopak spuścił głowe i nic nie chciał mowic. Kim on mógł być ?! Aniołem..przecież one nie istnieją !
Przed oczami miał wciąż obraz tych pięknych skrzydeł...tak czarnych, że aż kolorowych. Pytania same cisnęły się na usta:
- Jesteś A...Aniołem ? - powiedział z nadzieją, że zaraz się obudzi...a to co zobaczył, to se na jawie.
W głębi siebie, Ave poczuł, że nie może go oszukiwać. Przytaknął i przykucnął przed Tokim, kładąc dłonie na jego kolanach.
- C...co teraz zrobisz? - w głosie Avego było trochę i obawy i lęku. Przecież Toki mógłbyć zupełnie inny niż za pierwszym razem...
- Nie musisz się martwić...zostanie to między nami - uśmiechnął się, i nawet przez myśl mu nie przeszło, iż mógłby wydać komuś tak pięknął tajemnicę. - Jak się tu dotałeś ?...o ile mi wiadomo...to Anioły mieszkają w niebie... - zaśmiał się lekko na samą myśl, że spotkał Anioła.
Ave nie ufał ludziom na tyle aby opowiadać jednemu z nich historię swojego życia. Westchnął, podnosząc się.
Toki mruknął coś pod nosem, widząc ze nic od iego nie wyciągnie. Wstał, kładąc dłoń na klamce.
- Zo...stań... - powiedział słabo, stając za Tokim.
Odwrócił głowę, tak ze ich twarze były na tym samym poziomie. Jednak szybko się speszył, spuszczając wzrok i rumieniąc się.
- Zostaniesz? - zapytał Ave, wsuwając dłoń we włosy Tokiego.
Chłopak, zawacał się przez chwile..."Po co on chce, abym został?" - pomyślał...lecz szybko przytaknął skinięciem głowy.
- Dziękuje - uśmiechnął się jakby w wyrazie podziękowania. Cofnął z trudem dłoń i zaczął wpatrywać się w Tokiego jakby chciał wyczytać coś z jego twarzy.
- Ymm...na co się patrzysz ? - zapytał, a oczy Avego przykłuły jego wzrok...były jak dwa diamenty, jak narkoty. Chłopak przymrurzył powieki, ale oczy anioła nadał "świeciły" nieyobrażalnym pięknem.
- Zrobiłem komuś krzywdę...i dlatego jestem tutaj - Ave dość tajemniczo wytłumaczył powód zejścia na Ziemię. Nadal patrzył na Tokiego, nie mrugając, nie ruszając się.
- K....krzywdę ? - chłopak odsunął się instynktownie, lecz nie chciał aby Anioł zraził się do niego. Tokiyoshi po raz pierwszy rozglądnął się po chacie. Był tam aneks kuchenny i duże łózko. Pozatym kanapa i telewizor-plazma. "Dopiero co zszedł na Ziemie i już się dorobił takiej chaty" - pomyślał z krzywym uśmieszkiem.
Ave wcześniej nie zwrócił na to uwagi. Kiedy był Aniołem "żywił" się jasnością. Co teraz, kiedy jest Czarnym? Zerknął ukradkiem na Tokiego, który był zafascynowany wg. Avego - jakimś dużym pudłem.
- Mhm... - mruknął pod nosem. Nie wiedział nawet jak to włączyć. Przez parę minut milczał aż w końcu wypalił:
- Zraniłeś kogoś kiedyś?
Zdziwiło go to pytanie i jednocześnie nie wiedział jak na nie odpowiedzieć.
- Po rozmowie z Tobą....Nie - odparł - Nikogo jeszcze nie zraniłem - i nigdy nie chce tego uczynić...dodał w myśli. Spojrzał na twarz Avego, która była tak niewyźna, iż możnabyło odczytać z niej smutek:
- Czy ta osoba...była dla Ciebie ważna ? - starał się jakoś pomóc Aniołowi.
Ave zwiesił głowę, jakby chciał przyznać się do jakiejś straszliwej zbrodni.
- Była...jak ja ją potraktowałem...T...Toki... - ukryl twarz w dłoniach, łkajac.
- Nie...nie płacz, przeszłości nie zmienisz...rzuć ją za siebie i zajmij sie przyszłością - przytulił go delikatnie i pogłaskał po głowie - nie warto rozpaczać . Ciągle jestes bogatszy o nowe doświadczenia, ciesz się z tego ! - Toki sam sie dziwił, skąd w nim taka mądrość.
- T...To... - nie dokończył. Przycisnął usta do warg chłopaka. Przeczuwał, że zaraz może dostać po głowie od Tokiego, który pewnie ucieknie.
Przez chwile Toki czuł się błogo..ale zaraz sie opamiętał. Popchnal Avego i sam sie potknał upadając twarzął w posadzke (ach, ta jego wrodzona zręczność xD).
- A...ała - mruknał przewracając się na plecy.
Ave zachichotał - Toki wyglądał teraz tak zabawnie, że z trudem powstrzymywał chichot. Przykucnął obok niego i spytał:
- Nic ci nie jest? - pytanie to jednak było nie potrzebne. Czarny ujrzał strużkę krwi na policzku Tokiego. Ave nie miał żadnej chusteczki i nie wiedział gdzie czegoś takiego szukać. Krew zlizał językiem. Zdarł kawałek koszuli (która widocznie była od sekretarki Waruiego xD) i przyłożył do nosa chłopaka.
- Mehehehe...nie, hehe...nic - odparł, skręcając się ze śmiechu na podłodze. Szybko podniósł głowe i pocałował Avego w policzek. Ten czyn, był chyba najbardziej spontaniczny w jego życiu. Cały poczerwieniał i uśmiechnął się do Anioła.
Ave z lekka zdziwiony zrobił wielkie oczy (xD) ale chwilę później odwzajemnił uśmiech zsuwając skrawek koszuli z nosa Tokiego. 'Wisiał' nad Tokim, podpierając się rękoma. Położył głowę tuż przy jego szyi. Skóra Tokiego była dla niego jeszcze wspanialsza niż przedtem.
Tokiemu, wcale nie przeszkadzało to, iż Ave trochę go przygniatał. Przymknął oczy i chciał zasnąć.
- Heej nie śpij... - szepnął mu do ucha przy okazji dotykając jego zewnętrzną część językiem.
- Mmmm...- zamruczał - ie..nie śpie ! - krzyknął i podskoczył, czująć wilgotny język Avego w swoim uchu. Odruchowo, zaczął gładzić Anioła po plecach ... "I gdzie takie wielkie skrzydła się mieszczą" - pomyslał.
- Mmm... - Ave zastanawiał się, że jeśli ucho daje mu taką przyjemność to co będzie z resztą? Teraz poruszał językiem za jego uchem (a ja wole jak mnie drapią XD~ Kimcia).
- To łaskocze...hehe - zachichotał i drgnął. Ciekawe co on chce mu zrobić ?. Bo przecież go nie zgwałci...sama myśl przyprawiała go o mdłości. Bo..przeceiż to byłby jego pierwszy raz...jest prawiczkiem ! i to z facetem...
Ave przestał, słysząc w głowie myśli Tokiego. Nie chciał ich słyszeć...wargami przylgnął do szyi chłopaka. Dłonie powędrowały pod jego koszulę. Obmacywał jego brzuch i klatkę piersiową, jakby chciał się na niej poznać, zapamiętać co gdzie jest.
Toki kaszlnął...ale nie umiał przerwać Avemu. Po chwili zaczęło mu się to podobać. Przytulił do siebie, ciepłe ciało Anioła, nie chciał, aby oddaliło się nawet na centymetr.
Czarny spokojnie zdjął z niego koszulę. Chciał zobaczyć czego przed chwilą dotykał. Podpierał się na łokciach, aby być bliżej Tokiego. Położył wargi w miejscu gdzie znajdował się sutek (a potem terapia przez dwa miesiace XD).
Chłopak westchnął...
- A...wiesz, że to będzie mój pierwszy raz...bo ja - zmieszał się...wkońcu nie łatwo mu było o tym mówić - jestem kompletnie zielony.
- Nic nie musisz robić... - odparł Ave, który tak naprawdę nie wiedział czy z facetem trzeba tak samo jak z kobietą. W międzyczasie, kiedy pieścił językiem brzuch Tokiego zdjął swoją koszulę i zaczął dobierać się do spodni chłopaka.
Toki wyglądał...jak małe zwierzątko, wystaszony królik, który wykorzysta każdą okazję do ucieczki. Jęczał i mruczał na przemian..bojąc sie tego co nadejdzie.
- Boisz się? - wymamrotał Ave. Chociaż dostał od nas rolę seme martwił się...przejmował o Tokiego? Nawet nie wiedział czy można to tak nazwać. Po prostu chciał znać jego zdanie.
- N..nie, ufam że nie zrobisz mi krzywdy - szepnął i chociaż bardzo to powstrzymywał, łzy nie potrafiły przestać sączyć się z jego oczu.
- Toki...nie płacz... - nachylił sie nad jego twarzą i popatrzył na niego smutno. Chciał, żeby to był najwspanialszy pierwszy raz (dla Tokiego rzecz jasna xD).
Chłopak przyciągnął go do siebie i pocałował...masował językiem jego wargi i badał jego podniebienie. Wkońcu odwrócił głowe i czekał na reakcję Anioła.
- Całkiem nieźle - zaśmiał się Ave, a niechcąc pozostawać biernym oblizał usta Tokiego i rozwierając jego wargi wsunął między nie język.
Tokiemu przestało już przeszkadzać to, iż jego pierwszy raz będzie z facetem i to z ANIOŁEM ! Spokojnie poddawał sie pieszczotom kochanka.
Ave jeszcze przez pare minut zajmował się ustami ukochanego...bo czuł, że może go tak nazwać. Uniósł go i ugryzł Tokiego w kark - był spragniony. Chciał jego skóry i wogóle jego całego.
Chłopak czuł oddech na swojej szyji. On też juz odczuwał jakiś popęd. Dorwał się do rozporka Avego..ale nie może go rozpiąć...tak szaleńczo się do tego zabrał, że aż się zranił a krew zaplamiła całe krocze Anioła:
- Ojj..ups - jęknał z bólu i z zarzenowania.
Ave ujął delikatnie jego palec i wsunął do ust, wyssysając resztę krwi. Robił to z przeraźliwą pasją takjakby był to członek Tokiego (uuu xD). Tymczasem rozpiął dość często zacinający się rozporek a reszte pozostawił chłopakowi.
Toki ujął powoli męskość Avego i włożył delikatnie do ust. Ssał, podgryzał i lizał, krążąc językiem naokoło...od góry do dołu..coraz szybciej i szybciej.
Czarny nie spodziewał się czegoś takiego. Z każdym mocniejszym ruchem jęczał. Próbował dosięgnąć do rozporka Tokiego.
Chłopak nie przestawał, wyzaźnie sprawiało mu to przyjemność, dotykał palcami brzucha kochanka. Aż wkońcu przestał, wsparł się na jego ramionach i pozwolił dosięgnąć rozporka.
Ave spokojnie rozpiął jego rozporek i zsunął spodnie z bioder. Złożył pocałunek na kroczu Tokiego tym samym biorąc jego męskość do ust. Ssał i pieścił ją językiem, połykając również jego nasienie.
On jęczał i krzyczał z podniecenia. Przyssał się do ramienia Anioła..jednocześnie całując go po szyji...zjeżdzał eką coraz niżej, pieszczął jego biodra.
Anioł uniósł głowę. Stan Tokiego satysfakcjonował go. Oblizał wargi i krocze Tokiego usuwając ciecz.
- Ymm....Kocham Cie - wyrwało mu się przez przypadek, lecz szybko zasłonił ręką usta. Wiedział że nie powinien mu tego mówić. Nie czekając na odpowiedz pocałował go.
- Ja też... - Ave poczuł, że chciał dominować. Pogłębiał pocałunek i coraz bardziej chciał czegoś więcej. Wymęczył już Tokiego i siebie ale nie mógł się opanować. Przewrócił chłopaka na plecy. Lizał kark, plecy i pośladki.
Toki nie mógł zrobić nic. Troche go to irytowało, ale wkońcu przestał o tym myśleć...a w pokoju było słychać tylko jego głośne jęki.
Czarny badał jego ciało bardzo dokładnie. W końcu odwrócił go na plecy i położył się obok.
- Jestem twój - wymruczał Ave.
Chłopak przewrócił się na niego..podpierając łokciami. Całował jego szyję, uwielbiał ją...była taka delikatna i nienaruszona. Poczał zjeżdzać niżej, pieścił jego klatke piersiową, lizał brzuch. A jego odech był tak szaleńczo przyśpieszony, iż nie mogł złapać powietrza. Kaszlał i dyszał, opadł obok niego, próbują złapać oddech.
Ave nachylił się nad nim, nabrał powietrza i pocałował Tokiego. Miał nadzieję, że to pomoże. Ale wciąż nie mógł uwierzyć, że to jego pierwszy raz...
Tako zaczął głaskać go po głowie i przeczesywać palcami jego złote włosy. Tak bardzo pragnął, aby ta "gra wstępna" wreszcie się spończyła. Głaskał go po udzie i kroczu, zachęcając Avego coraz bardziej.
Avemu podobały się najbardziej pieszczoty ale może...to będzie czymś wspanialszym? Złapał swoją męskość i nakierował ją na członek Tokiego. Wszedł, wydobywając z niego głośny jęk. "Wchodził" dalej bardzo powoli chcąc aby trwało to jak najdłużej.
Toki próbował tłumić krzyk. Jego ciało rozrywał ból..wiedział, iż pierwszy raz jest ciężki...ale że aż tak !? Nie odczuwał żadnej przyjemności - tylko ból.
"Wytrzymaj...trochę..." prosił Ave, mając trudności z wejściem do końca. Było mu trochę "ciasno". Pogłaskał chłopaka po policzku jakby chcąc uśmieżyć ból.
Chłopak wydawał głuche jęki. Ból ustępował przyjemności i błogości. Złapał rękę Anioła, lizał i całował ja w rytm ich oddechów.
Ave był w nim już w pełni. Oddychał coraz szybciej i głośniej, a kiedy gorący język i wargi dotykały jego dłoni mruczał i jęczał. Podniecenie i rozkosz wypełniały jego ciało. Zaczął poruszać się w Tokim przy tym zadając mu zarazem ból i nowe doznania.
Tokiyoshi odwrócił wzrok tak, że miał całe jego ciało jak na dłoni.
- J...jesteś pięk...ny Ave - jęczał i przyciągnął go do siebie. Ukochany leżał teraz na nim, oddając ciepło swego ciała chłopakowi. Toki, nie mógł już opanować kulminacji swojej rozkoszy i doszedł. Drugi raz - to było już dla niego za dużo. Położył się na podłodze jak nieżywy.
Ave wziął go na ręce bez większych problemów i położył na łóżku uśmiechając się.
- No i jak? - zapytał głupio Czarny chcąc wiedzieć jak mu się "podobało".
Westchnął cieżko i położył Avego obok siebie, przytulając do siebie.
- Było...wspaniale, lepiej niż sobie wyobrażałem - odparł całując go delikatnie w szyję.
- Cieszę się... - uśmiech nie znikał z jego twarzy. Obawiał się tylko jednego - że Toki prędzej czy później go opuści albo on go zrani. Jednak szybko o tym zapomniał całując szyję ukochanego.
- Nawet, nie wierz jak się ciesze, że Cię spotkałem....Chcę aby tak było już zawsze - dodał po namyśle, wiedziać ze wkońcu będzie musiał wrócić do monotonnych zajęć w swoim beznadziejnym życiu.
- I tak będzie... - odpowiedział cicho, kładąc głowę na ramieniu chłopaka.
On w to nie wierzył..ale nie chciał psuć tej magicznej chwili. Jego oczy zachodziła mgiełka zmęczenia. Porwał z podłogi koc i nakrył siebie i Avego.

2006-01-30 || 11:54:04 || skomentuj (3)


Aya i Warui ^o^




Ayashi obudziła się na obcej planecie w deszczu. Nie umiała powiedzieć gdzie jest i co się stało. Była przerażona, bo ludzie dziwnie się na nią patrzyli (wkońcu nie codziennie dpotyka się piękną dziewczynę w podartych ubraniach). Było jej zimno i drżała, postanowiła schowac się pod drzewem.
Warumi, zapracowany Czarny Anioł pod postacią Człowieka ujrzał Ayashi i przykucnął obok. Po jej złotych, błyszczących włosach poznał, że to nie człowiek. Wziął ją na ręce jakgdyby nigdy nic. Ludzie nie reagowali.
Aya bez słowa wyrwała ręce i zasłoniła nimi twarz. "On pachnie niebiem, ale aniołem napewno nie jest"- pomyślała dziewczyna. Bardzo się bała.
Warui wyczuł jej strach. Jedną z umiejętności Czarnych było właśnie "wykrywanie" uczuć drugiej osoby. Jednak była to nie lada sztuka wykryć je Aniołowi. Czarny (Warui) złapał ją mocniej i stanowczo, przytulając. Ludzie wpatrywali sie w nich w oslupieniu.
Dziewczyna zaczęła płakać, ale niewiedziała czy ze strachu czy raczej szczęścia z tego iż ktoś wkońcu się nią zaopiekował. Przytulając go mocniej do siebie, cieszyła się że pada deszcz, bo nieznajomy nie zobaczy jej łez.
- K...kim jeste..ś ? - wyszeptała szlochając.
- Za chwilę Ci wytłumaczę... - szepnął jej wprost do ucha. Nie chciał aby ludzie słyszeli, choć i tak by nie uwierzyli. Uśmiechnął się niewidocznie. Spodobała się mu. Widział wszystkie jej łzy, każdą. Kiedy staneli pod bramą jego willi on zlizał jedną z jej łez.
Ayashi niezwróciła na to większej uwagi, ponieważ całe jej zainteresowanie było skierowane w kierunku wielkiego pałacu. Gdy już tam weszli dziewczyna zaczęła biegać po marmurowych posadzkach ciesząc się niczym małe dziecko.
- Wooow, to wszystko twoje ? - zapytała z zachwytem
- Myślałem, że nie możesz chodzić... - odpowiedział, ale zupełnie nie na to pytanie co trzeba. Pokiwał głową i ruszył do kuchni.
Ayashi popatrzyła w dół na swoje nogi, które były całkiem zdrowe. Sam się temu dziwiła, ale cóż. Poszła za tajemniczym nieznajomym i siadła przy blacie stołu.
- Nie jesteś człowiekiem, prawda? - spytał bez ogródek, robiąc herbaty.
"Co to za pytanie" - zdziwiła sie dziewczyna, ale była gotowa na nie odpowiedziec i wylać całe serce przed chłopakiem, którego poznała zaledwie 30 minut temu. Jeszcze nigdy nie czuła do nikogo takiego zaufania.
- Ja...niewiem kim jestem, pamiętam ciemność...a później obudziłam się tu..to wszystko
Warui podał jej herbatę i stanął obok. Czuł, kim ona jest i jak tu się znalazła. Chwycił kosmyk jej złotych włosów, bardzo delikatnie.
- Pomogę Ci - zaoferował.
Jego dotyk wprawiał ją w dreszcze.
- W jaki sposób? - zapotała niesmiale
- Napewno jesteś zmęczona - przerwał jej - Wypij, zaprowadze Cie do pokoju.
Łyknęła troszkę herbaty i poszła za tajemniczym mężczyzną
- Powiesz mi chociaż jak Ci na imię ?
- Warui - powiedział krótko, dość chłodnym tonem. Zawsze wypowiadał swoje imię z nutką tajemniczości i chłodu. Po chwili uśmiechnął się.
Odwzajemniła uśmiech. Warui otworzył przed nią piękną komnatę, miała wrażenie że skąds ją zna. Była taka...królewska ?
- Możesz zostać tak długo jak zechcesz - pokazał jej wszystko, dębową, masywną szafę i poprawił pościel. - Czuj się jak u siebie.
- Dlaczego to robisz...- to pytanie intrygowało ją od samego początku - dajesz mi dach nad głową, mimo iż niewiesz kim jestem...
Chciał powiedzieć wprost - wiem. Usmiechnal sie i usiadl na lozu z baldahimem. Zastanawiał się długo.
- Bo nie odnajdziesz się tutaj. A ja doskonale znam ludzi. Wiem ile krzywdy mogą...
Ayashi bez słowa podeszła do łózka, usiadła i przytuliła Warui'ego.
- Bardzo Ci dziękuję - miała łzy w oczach .
"Może ta planeta wcale nie jest taka zła..." pomyślała
Warui objął ją w pasie i szepnął nienaturalnie ciepłym głosem:
- Nie ma za co.
Czuła się taka szczęśliwa. Nie znała go, ale mimo to mogła mu powierzyć całe swoje życie...teraz i na zawsze.
- Odpocznij - puścił ją i wstał. Nie chciał się z nią rozstawać. Jej urok oczarował go już od pierwszego wejrzenia. Jednak nadal próbował udawać chłodnego. Śmieszne, Czarny zakochany w Aniele...
- A więc Dobrej Nocy Warui - powiedziała serdecznie i wskoczyła do łózka nakrywająć sie kołdrą po samą głowę. "Był taki miły i do tego jaki przystojny" - pomyslała i coś w okolicach serca ją zakuło. Nie chciała dziś o tym myśleć. Natychmiast zasnęła.
Warui wyszedł, ale przez parę minut stał pod drzwiami. Gdy usnęła zajrzał do niej i mruknął:
- Dobranoc - i zamknął drzwi najciszej jak umiał. Poszedł w strone pokoju. Niemal natychmiast zrzucil ubranie i położył się do łóżka, okrywając szczeslnie kołdrą.
czego nie wolno było nikomu z Młodszych Aniołów - zstąpić na Ziemię.
Aya obudziła się w nocy zlana zimnym potem. Śniło się jej coś strasznego. Stała na ulicy, a w koło było pełno zabieganych ludzi, ona była taka samotna. Krzyczała, ale nikt jej nie słyszał. To jest właśnie najgorsze - Samotność w tłumie. Dziewczyna bała się tej planety, a najbardziej bała się ludzi, którzy wywoływali w niej mieszane uczucia. Wiedziała, że mogą wyrządzać krzywdę, nawet dobie nawzajem...ale mogą też być przyjaźni jak...Warui - no właśnie. Coś ją z nim łączyło, ale nie dopuszczała do siebie myśli, że to może być miłość...Nie chciała więcej o tym rozmyślać. Wstała i poszła do kuchni napić się wody.
Warui wogóle nie spał. Przez godzinę wpatrywał się w sufit, potem przewrócił się na drugi bok, przez następną godzinę podziwiając komodę. Rozmyślał - on, Czarny, nie mógł się zakochać w Anielicy niemalże czystej jak śnieg. Jak to możliwe? Czyżby ta delikatność go urzekła...? Zerwał się z łóżka i poszedł do pokoju, w którym powinna spać Aya. Kiedy ujrzał puste łóżko, zastygł.
Dziewczyna powoli i spokojnie sączyła wodę z kryształowej szklanki. Usłyszała skrzypienie dzwi i gwałtownie wypóściła tenże przedmiot. Woda rozprysła się po marmurowej podłodze, a fragmenty szkła poraniły nogi anielicy. Ayashi zacisnąła zęby, aby nie krzyknąć z bólu.
Warui usłyszał dźwięk tłuczącego się szkła i z nadzieją, że była to Aya pobiegł do kuchni. Jej nogi krwawiły czystą, niemal błyszczącą szkarłatną krwią. Wyjął bandarz i wodę utleniona wpatrujac sie w krew.
- To...to nic wielkiego - odparła, ale gdy chłopak dotknął bandażem rany, to Aya krzyknęła. - j..ja posprzątam - odparł i schyliła się zbierając szkło.
- Siadaj - nakazał, wskazując na krzesło. Zbliżył twarz do jej nóg i zlizał krew. Miał po prostu taką ochotę.
- Będzie szczypać - ostrzegł, polewając kostki wodą utlenioną w niewielkich ilościach. Złapał ją za rękę, tak na wszelki wypadek.
Aya nie czuła bólu, ale ciepło jego ręki tak bardzo ją uspokajało...
- Przepraszam...sprawiam Ci same kłopoty.
Warui nie zaprzeczał, potwierdzać też jakoś nie potwierdzał. Owinął bandarzem jej kostki i uśmiechnął się, mówiąc:
- Dobrze, że szkło nie wbiło Ci się w skóre...wtedy dopiero byłby kłopoty...uważaj następnym razem.
Ayashi nie odpowiedziała, wstała i skierowała kroki do swojego pokoju.
- Poczekaj... - chwycił ją za ramię i wziął na ręce - zaprowadzę Cię.
Warui szedł szybko, i choć dziewczynie chód sprawiał ból, nie chciała go zatrzymywać. Doszli do jej pokoju, a ona siadła na łóżku.
- Poczekać aż uśniesz? - zaproponował a raczej zapytał. Usiadł obok niej nie wiedząc co robić.
Dziewczyna oparł głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. "Nie odchodź już nigdy"- pomyślała, nie świadoma, że Warui umie czytać w myślach. Nie czuła do niego wstydu, był dla niej jak opiekun.
Warui nie wiedział co ma zrobić z tym fantem. On, jego...serce...zabraniało mu wyjść, ale rozsądek mówił co innego. I czego miał słuchać?
Anielica, wyczuła niepokój chłopaka. Oderwała głowę od jego ciepłego ramienia i położyła się na łózku.
- Zostać tu..z Tobą? - chciał chociaż zachować pozory.
- Jeśli chcesz - odparła
- Ale czy Ty chcesz. Bo ja mogę chcieć, gorzej jeśli ty...nie.
- Tak, chcę - "Boże...znowu to dziwne uczucie w sercu" pomyślała.
- Śpij... - począl głaskać ją po nodze, do której miał najbliżej zresztą. Omijał bandarze, nie chcąc aby Aya musiała odczuwać jakikolwiek ból.
Głaskanie uspokajało ją tak bardzo, ale nie chciała zasnąć. Chciała jak najdłużej zatrzymać Waruiego przy sobie.
Szpetał coś, co nie było ani trochę zrozumiałe, ale takie kojące dla Ayi. Warui teraz opuszkami palców gładził jej ręce.
Źrenice dziewczyny latały jak oszalałe w górę i w dół. Nie mogła tego powstrzymać...a może też nie chciała...?
- Nie bój się, nie zrobię Ci krzywdy. Możesz spać spokojnie... - uśmiechnąl się Warui. Wiedział, że wcale nie oto chodziło.
"Czuję się bezpieczniej, niż kiedykolwiek"- pomyślała, ale oczu wciąż nie zamekała.
Czarny położył dłoń na jej powiekach, tak jakby chciał je zmusić do zamknięcia.
- Uważaj bo gryzę - powiedziała mimowolnie dziewczyna, lecz wcale nie miała zamiaru ugryźć Waruiego.
Ugryzienie Anioła nie wydawało się rzeczą straszną przynajmniej dla Waruiego. Zaśmiał się i nakazał jej spać.
Ayashi przestraszyła się władczego tonu chłopaka i niemal natychmiast zamknęła oczy, lecz nie mogła zasnąć.
- Śpisz? - pytał co chwilę. Zastanawiał się, jak ma teraz traktować Ayę - z dystansem, tak jak wcześniej czy jeszcze inaczej...
- Tak...to znaczy próbuję - odpowiedziała z niepewnością anielica.
- Mhm...chce Ci sie spać? - zapytał, wstając.
- Szczerze...to nie - odparła już bez wstydu.
- No a co będziesz robić przez resztę nocy? - ciekawy był, to fakt xD.
- Możemy...porozmawiać...?
- Jasne, o czym? - uśmiechnął się. Liczył na coś innego xD.
- Ale jak nie chcesz rozmawiać...to możemy porobić coś innego, może coś zasugerujesz- ona była otwarta na wszystkie propozycje XD"
- Nie no po prostu nie wiem o czym mamy rozmawiać...em... - dziwił się trochę, dlaczego ona nie wypytuje o niego i jest taka ufna. To źle, jeśli chce żyć albo chociaż być przez jakiś czas na Ziemi.
- Przepraszam, jeśli Cię uraźiłam...ale może masz do mnie jakieś pytania; Bo ja do Ciebie mnóstwo...- Aya chciała, aby on również obdarzył ją takim bezgranicznym zaufanianiem, jak ona-jego. Nie wiedziała dlaczego tak jest...poprostu czuła to.
- No to pytaj - mrugnął, czekając. Wiedział o niej wiele, jej ciało, myśli i zachowanie dużo o niej mówiły, kim jest, skąd pochodzi...
- Tak właściwie...kim jesteś, bo napewno nie człowiek. W przeciwnym razie moja podświadomość nie zaufała by Ci tak bardzo? - zapytała, lecz bała się że nie otrzyma odpowiedzi.
- Jestem Czarnym Aniołem - odpowiedział jakby mówił o pogodzie. - Zamieszkałem tu, bo tylko tutaj mogę być. Niebo mnie nie chce, Podziemia też nie. Nie bój się mnie...ja...nie zrobię Ci krzywdy. Jeśli chciałbym, już leżałabyś wzdychając o pomoc - wiedział, że to nie jest najlepszy przykład ale chciał być szczery i jakoś mu się to udało.
Anielica odsunęła się indtynktownie. Jak to Czarny Anioł!! i co teraz z nią będzie...aniołowie i czarni są odwiecznymi wrogami. I jak to możliwe, że tak mu zaufała...
- Dziękuję za szczerość...ale ja chyba nie powinnam przebywać w domu Czarnego... - odpowiedziała i wstała z łóżka.
- Nie powinnaś czy nie chcesz? Kierujesz się teraz rozsądkiem, prawda? Wolałabyś, abym powiedział, że jestem Aniołem i okłamywał Cie...?
Dziewczyna będąć już pod dzwiami, odwróciła się na pięcie, a oczy miała pełne łez.
- Ja...ja wcale nie chce z tą wychodzić ! - wykrzyczła przez łzy- Umyśł dyktuje mi, abym wyszła, ale serce mówi co innego...ja nie wiem kogo mam słuchać !- załkała i schowała twarz w dłoniach...jej łzy uciekające przez palce...zmieniały się w diamenty i spadały bezwładnie, wydając głuchy dźwięk.
- Nie wychodź... - poprosił Warui. Też nie chciał zostawać sam. Miał już dosyć samotności.
- D...dobrze, dobrze- odparła i zsunęła się, oparta o ścianę i wpatrzona tępo w sufit. Po raz pierwszy w życiu, nie wiedziala co ma powiedzieć Waruiemu.
Warui podszedł do niej szybkim krokiem. Ukląkł i pochylił głowę, jakby prosił aby nie bała się ani nie obawiała.
Anielica popatrzyła na niego, swoimi czerwonymi od płaczu oczyma, lecz wzrokiem tak samo ufnym jak przedtem.
Czarny podniósł głowę i spojrzał jej głęboko w oczy. Tonął w nich, niczym w morzu.
Dziewczyna nie opierała się jego dotykowi. Ale gdy spojrzała mu w oczy, które lśniły niczym diamenty...dostrzegła coś demonicznego w jego spojrzeniu.
Bał się, że już nic nie będzie tak jak godzinę temu. Nienawidził się za to, że powiedział prawdę. Tak...teraz ona będzie widziała w nim tylko demona lub wroga. Podniósł ciężką głowę i zbliżył się to twarzy Anielicy.
Mimo, iż on był jej wrogiem...nic między nimi się nie zmieniło - przynajmniej dla niej. Chciała już otworzyć usta i poweidzieć o tym Waruiemu, ale nie chciała psuć tej pięknej chwili.
Po chwili Warui rozkoszował się jej wargami, oblizując je i całując. Jedyne czego się obawiał to to, że Aya może się go teraz przestraszyć.
Ayashi odwzajemniła pocałunek, lecz jej ustami kierowało serce...nie rozsądek.
Czarny na chwilę odchylił głowę, chcąc sprawdzić reakcję Anielicy.
Lecz ona tylko się zarumieniła i musneła go delikatnie w usta, nie pozwalając na nic więcej...lubiła się z nim drażnić.
- Ja...cholera...co ja...robię... - odsunął się. Aya mogłaby mieć kłopoty za to co właśnie zrobił...
Dziewczyna spóściła głowę nie wiedząc o co chodzi.
- Aya nie możemy...TY nie możesz...jesteś Aniołem...nie, nie chcę się przyczynić do tego abyś miała jakiekolwiek kłopoty...
- Ale...ja niechce wracać do Nieba...chcę zostać TU na Ziemi. - oburzyła się - Z..z Tobą - dodała niepewnie.
- Nie...Aya, z mojego powodu nie podejmuj takich decyzji...ja sobie...poradzę, pomyśl o sobie... - tak naprawdę chociaż Warui należał do Czarnych, nie był tak jak inni. Był czuły a nawet opiekuńczy. Sam wybrał taki los, chyba ze względu na większą moc Czarnych.
- Ale, ja myślę o sobie....nie chcę abyś był kolejną osobą którą stracę- w tym momencie pomyślała o Niebie...i o Avym, ale uczucie do Waruiego było...chyba silniejsze.
- Kolejną...to znaczy? - tego nie wyczytał z jej myśli. Bardzo chciał wiedzieć.
- Bo..ja - bardzo chciała być z nim szczera, ale nie umiała - straciłam matkę, kiedyś zabił ją Czarny...
- Uh... - jęknął, kładąc dłoń na swoim mostku. Serce waliło mu jak szalone, "bez powodu". Patrzył na Ayę i z trudem powstrzymywał coś, coś w nim co bardzo chciało rozkoszować się ciałem Anielicy.
- Co..Ci jest - zmartwiła się dziewczynai dotknęła jego serca - wali jak młotem...może się położysz ? - zapytała zatroskana.
- Nie, nie...nie... - powtarzał gorączkowo. Spoglądał spragniony na usta, szyję i ramiona Ayi.
- Martwię się o Ciebie - dotknęła czoła chłopaka, które było całkiem rozpalone.
- Nic mi...nie jest... - zapewniał - ...w...w...Aya, ja za chwilę...nad sobą nie zapanuję...ja...
Dziewczyna wpatrywała się w jego oczy, które teraz lśniły czerwonym blaskiem, lecz nie bała się go ani trochę.
- Uciekaj... - warknął, kładąc głowę na jej ramieniu.
Anielica nie mogła się ruszyć...każdy centymetr jej ciała przechodził paraliżującym dreszczem.
Warui zsunął materiał z jej ramion i przycisnął wargi do skóry, która była tak delikatna i smaczna...Jeszcze nigdy nie smakował w czymś takim. Całując Anielicę coraz namiętniej, to po ramionach to po szyi pozbywał się jej i swego ubrania.
- Co..co Ty robisz? - spytała, lecz nie potrzebnie...bo to co robił Warui w pewnym sensie jej się podobało. Wiedziała, że nie otrzyma odpowiedzi.
- Ostrzegałem - wymruczał brutalnie wsuwając język w jej usta. Dłońmi pieścił też jej piersi i brzuch, najlepsze zostawiając na koniec (omg @.@).
Anielica jęczała w całości poddając się pieszczotą chłopaka. Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła z uwagi na to, iż dławiła się jego śliną.
A ślinił się chłopak, oj ślinił XD. Wyjął dość długi język z jej ust, oblizując wargi Ayi a następnie swoje. Uśmiechnął się, jak na niego przystało i spojrzał niżej.
Dziewczyna zaczęła płytko i szybko oddychać.
- Chciałeś mnie udusić ? - spytała z lekką nutką sarkazmu i ironii, którą Czarny na pewno wyczuł.
- Nie. Mówiłem, że nad sobą nie panuję... - mówiąc to, palcem krążył po jej udzie.
Uśmiechnęła się zawadiacko, nie dokońca świadoma co robi. (Biednaa dziewczyna XD)
- Teraz może trochę... - niedokończył. Jego palec znajdował się w jej kroczu. Poruszał nim delikatnie, oddychając głębiej, zupełnie jakby to ona...e dobra, nie zatrącajmy sie w szcegolach XD
- Achh..mm...- krzyczała i jeczała na przemian- ni..nie ahhh terazz - nie mogła złapać oddechu.
- Aya? Co...coś...nie...tak? - palec pozostał w bezruchu. Patrzył na Anielicę czekając na odpowiedź
- Nie...nic - sapała - to tylko wspomnienia...one bolą i to wszystko - skwitował swoją wypowiedź pocałunkiem..ale nie z czułości, poprostu nie chciała wracać do... złych wspomnień.
- Jeśli nie chcesz... - zaczął. Opamiętał się.
- Ktoś, kiedyś wyrządził mi wielką krzywdę - nie chciała się teraz rozpłakać - ale to nic ważnego - położyła głowę na klatce piersiowej Waruiego.
- Ważne... - przytulił ją, wyjmując powoli i ostrożnie palec.
- Oni...bo kiedy byłam w niebie - zmieszała się - Może zaczną od tego, że nie wszystkie Anioły są takie "anielskie"...niektóre zbaczają na inną drogę i stają się Czarnymi. Ufam Ci...i chcę być z Tobą szczera.
Było ich trzech. Wśród nich Ave, tak napradę mówiąc "o tym kogo straciłam" chodził mi właśnie o niego...przepraszam za kłamstwo. I oni..oni zapro - tutaj przerwał jej potok diamentowych łez.
- Cii.. - próbował ją uspokoić - ...już, już...nie mów jeśli to sprawia Ci taki ból.
- Ja chcę Ci powiedzieć...chcę - powstrzymała łzy i próbował mówić dalej - oni zaporwadzili mnie w najciemniejszy zakątek Nieba...nie wiem dlaczego sie na to zgodziłam...bylam, jestem głupia. I zgw...zgwałcili mnie.
Warui nie ukrywał zdziwienia. Ave...ten ktoś kogo straciła...on też? Przytulił ją mocniej, jakby chcąc trochę bólu wziąc na siebie.
- Mam Ci dalej opowiadać historię gwałtów na mnie ? - powiedziała, jakby z wyrzutem- musiałam to robić z każdym, jeden po drugim - załkała- nie tak chciałam przeżyć swój pierwszy raz...wśród sztucznych jęków i udawanego podniecenia. A najgorsze jest ot, że nie miałam z tego żadnej przyjemności...tylko ból przeszywający całe moje ciało...Powiedz mi co taki mężczyzna sobie myśli ?! tryumf ?! tak, brawo...zdobyłeś mnie !...ale jakim kosztem...- nie mogła powstrzymać łez.
Warui czuł, że to mu się w głowie nie mieści. Anioły? One potrafią się tak zachować? Zadawał sobie pytania, których nie chciał zadawać Ayi. Nie wiedział czy lepiej ją teraz zostawić samą czy zostać. Pytanie o to byłoby nietaktem. Rozluźnił uścisk, szukając słów pocieszenia...ale żadne nie były odpowiednie.
Dziewczynie spadł kamień z serca...nareszcie znalazła osobę godną zaufania, której mogła to wszystko powiedzieć. Przytuliła Czarnego mocniej do siebie, nie chciała teraz zostawać sama. Podnosła z ziemii jedną część swojej garderoby (xD) i wytarła w nią łzy.
- Aya... - szepnął jej do ucha i pocałował w policzek - odpocznij...porozmawiamy rano. - chciał jakoś uciec od tej rozmowy. Nie wiedział jak ją pocieszać, nie wspominając o tym, że nie umiał.
Nie odpowiedziała nic...poprostu wstała i spoczęła bezwładnie na łózku. Wpatrując się w Waruiego-zasnęła.
Warui wyszedł szybkim krokiem i idąc a raczej biegnąc do pokoju spojrzał na zegarek. To napewno nie była odpowiedna pora na telefony ale...
Złapał komórkę i zadzwonił. Mówił bardzo cicho.
- Aya, przepraszam jeśli cię budzę, nie przyjdę dzisiaj do pracy - powiedział i rozłączył się. Nie mógł już dłużej spać. Była piąta rano. Wyjrzał przez okno, za którym słońce chyba ni myślało się pokazać. Zresztą, on nie lubił słońca a tak naprawdę mogło być a moglo nie. Westchnął i złapał laptopa, na którym zaczął coś pisać w skupieniu i ciszy - słychać było tylko dzwięk klawiszy (ostatnio mi coś rymy wychodzą xD)
(Colo, colo tak Cię pragnę, bo bez ciebie świat przepadnie xD)
Ayashi obudziła się około 9.00, ubrała się i zbiegła na dół. Nie chciała budzić Waruiego (o ile w ogóle spał XD). Kszątała się po kuchni, aby zrobić coś do jedzenia, nie bardzo wiedziała co tak właściwie jedzą Czarni...więc wyciągnęła wieelką książke kucharską i czytała.
- Schab po tatarsku z sosem beszamelowym...coo? x_o. No dobra zrobię...naleśniki ? ^^"
Warui przysypiał przed laptopem. Wyglądało to dość zabawnie. W końcu zebrał się i poszedł do kuchni zrobić kawy. Kiedy ujrzał tam Ayę robiącą naleśniki był mile zaskoczony.
- Dzień Dobry ^^ - powiedziała przyjaźnie i pocałowała go w policzek - jak sie spało? jesteś głodny ?^_^- podstawiławiła mu pod nos talerz z aromatycznymi naleśnikami.
Nie chciał mówić, że wogóle się nie spało. Zerknął na zegarek i skosztował naleśnika. W połowie konsumcji (XD) ktoś zadzwonił do drzwi.
- Poczekaj, ja otworze - powiedział szybko połykając naleśnika.
- Dzień dobry szefie ^___^ - Warui'ego powitał miły głos kobiety. - Mam dla pana papiery
- No tylko tego mogłem się od ciebie spodziewać Aya-chan .__. - mruknął.
Anielica usłyszała kobiecy głos i szybko pobiegła na górę...spodziewała się najgorszego. Czy to kolejny mężczyzna który ją zrani ?!
Ayano pożegnała się z nim, a Warui wrócił do kuchni, która była pusta.
- Aya, gdzie jesteś? - zawołał a jego głos rozległ się po całym domu, chociaż nie był donośny. Wziął jeszcze jednego naleśnika i poszedł na górę.
Dziewczyna siedziała skulona w kącie jego pranowni...bała się.
- Aya, odezwij się! - krzyczał, teraz już przestraszony. Czyżby Anielica aż tak bała się ludzi? Rozmyślał, przeżuwając.
Ani myślała co mu poweidzieć...nagle jej plecy przeszył niesamowity ból.
-Aaaa...uuu..aa- wrzasnęła z przerażenia.
Warui co sił w nogach pobiegł do niej. Ujrzał wijącą sie z bólu Ayę, ukucnął obok niej i delikatnie przyciągnął do siebie.
- Aya...nie rób mi takich...boję się o Ciebie...
Anielica odepchnęła go od siebie...a z jej pleców wyrosły skrzydła...piękne złotopiałe pióra zossypały się po pokoju...a z nich sączyła się krew.
- Aya co się dzieje?! - krzyknął przerażony. - Aya... - złapał jedno pióro, odruchowo.
- Ja...ja niewiem - jej skrzydła działały ja radar..kiedy ona się bała wyrastały, a wtedy inne anioły przychodziły na ratunek. Wśród tego tornada piór...w dzwiach można było dostrzec jakąś sylwetkę...to nie był człowiek...to anioł. To Ave.
- Aya...szukałem Cię wszędzie! - podleciał do niej i przycisnął jej dłoń do siebie - Aya...
Warui przyglądał się. Nie wiedział co ma myśleć.
- Proszę...zostaw mnie - wyjęczała do Avego...jego dotyk zagoił rany po skrzydłach na plecach Ayi.
- Aya, wybacz mi...proszę... - objął jej nogi ostrożnie i przytulił głowę, czekając na odpowiedź.
- Myślisz, że jedno przepraszam załatwi wszystko ! - wykrzyczała wstając - ałaaa..- jęknęła i padła wprost w ramiona Waruiego.
- Aya... - załkał Ave - Ja...wiem...Aya...proszę...przepraszam...ja...Cię kocham...
Warui trzymał ręce sztywno, w jednej dłoni kurczowo ściskał zakrwawione szkarłatną krwią pióro.
- Proszę...zabierz mnie z tąd - wyszeptała Czarnemu do ucha - gdziekolwiek..
Warui przytulił mocno Ayę. Pierwszy raz od dłuższego czasu rozprostował czarne skrzydła, które lśniły jeszcze bardziej niż skrzydła Anielicy i były parę razy większe. Opatuliły ją szczelnie, a Czarny wpatrywał się w Avego, jakby prosząc go aby sobie poszedł. Ave posłuchał. Wiedział, że tylko rani Ayę.
- J..ja już nigdy nie spojrze na niego tak jak przedtem...- co chwila dławiła się łzami, jak mógł ją tak zranić ?
- Aya, myślę, że powinnaś mu zaufać. Dobrze mu się z oczu patrzy, a ja...ja nie jestem kimś dla tak pięknej i czystej Anielicy...
- A więc... nie chcesz mnie ? Miłość jest ponad prawem ! Gdy kochasz kogoś bardzo mocno...to przezwycięży się wszystkie przeciwność losu...ale jak Ty nie chcesz walczyć, to dobrze - oczy miała pełne łez i chciała się wyrwać z obkęć Waruiego.
Warui przytrzymał ją mocniej.
- Czy ja powiedziałem, że nie chcę? Bardzo, nawet nie wiesz jak bardzo chcę. Ale boję się, że prędzej czy później odejdziesz tak jak...jak...
- Jak ? jak kto ? - dopytywała anielica
- M...mia - powiedział drżącym głosem, próbując schować gdzieś twarz. - Pewnego dnia...ona zaprowadziła mnie...w ten najciemniejszy skrawek Nieba...kochaliśmy się...a ona...powiedziała, że...ją zgwałciłem...i...powiedziała później, że nigdy mnie nie kochała...i zstąpiłem na Ziemię, nie miałem innego wyboru...
(telenowela XD?)
(dosłowie...Brazylisjki tasiemiec nam wychodzi >;3)
-Ale ja Cię nie zostawie...bojecuje...bo ja Kocham Cię..- odparła i przytuliła go mocnej do siebie. To jedno wyznanie miało zmienić całe jej życie...
Warui przytulił ją do siebie, ale nie powiedział nic. Nie wiedział czy on jeszcze potrafi kochać, a nie chciał narazie żadnych zobowiązań. Mimo wszystko ukrył twarz w lśniących włosach Anielicy, które były przepełnione zapachem Nieba.
Ayashi westchnęła głęboko i pomyślała, że jednak trochę brakuje jej Nieba. To jest jej prawdziwy dom, ale wachała się tam wrócić.
Trwali tak w milczeniu przez parę minut. W końcu Warui ujął twarz Ayi w swe dłonie i wpatrywał się w nią przez kolejne minuty. Uśmiechnął się tak, jakby chciał spytać czy może zrobić cokolwiek więcej.
- Naprawdę Cię kocham Warui - wyznała wpatrujac się w jego błyszczące oczy - i...niechce wracać do Nieba - zdecydowała - ta decyzja jest w pełni świadoma i podjęta, zarówno z serca jak i z rozsądku - dodała pewnie.
- Aya... - powiedział półgłosem. Wyglądał jakby za chwilę miał się rozplakać, ale to nie przystało. - ...chcesz zostać...ze mną? - był wyraźnie zdziwiony. Rozprostował na chwilę skrzydła. W całym pokoju wirowały białe, zakrwawione i czarne, lśniące pióra.
- Tak...pragnę tego jak niczego na świecie - powiedziała i obdarzyła go spontanicznym całusem - teraz, jutro i na zawsze.
Warui objął ją.
- Aya...czy...ja mogę... - nie mógł sklecić czegokolwiek. - Kocham Cię, Aya...i nigdy nie opuszczę, nigdy... - powiedział cicho. Powiedzenie tego kosztowało go naprawdę dużo.
Ona nic już nie mówiła. Chciała tylko, aby ta chwila trwała wiecznie.
Czarny przycisnął wargi do ust Ayi pogłębiając pocałunek coraz bardziej. Bał się trochę zrobić cokolwiek. Wiedział, że jest wrażliwa, nie chciał wyjśc na niewyżytego seksualnie a z drugiej strony pragnął jej.
Anielica całująć Waruiego, powoli i flegmatycznie rozpinała guziki w jego koszuli. (to Me jest niewyrzytm dzieckiem xD)
Warui pomógł jej w tym trochę a po chwili zajął się jej a raczej jego własną koszulą, którą nosiła teraz Aya. Dopiero teraz zauważył, jak rozkosznie wygląda w za dużej koszuli i zachichotal. Ich górne części garderoby leżały już gdzieś w kącie. Czarny złapał Anielicę za nadgarstki i położył. Lubił dominować, zwłaszcza jeśli inni nie mieli nic przeciwko. Coś w nim zostało z Anioła...
Aya lubiła kiedy ktoś nad nią domniował...a szczególnie jeśli był to tak nierozganięty i piękny Czarny Anioł. Uśmiechnęła się demonicznie pokazując kryształowe zęby.
Czarny był zbyt zajęty aby dostrzec jej uśmiech. Podziwiał jej kształtne, anielskie ciało, na które miał tak wielką ochotę. Nawet jeśli ktoś kiedykolwiek ją zgwałcił, ona wydawała mu się czystszą niż śnieg, niż wszystkie Anioły razem wzięte. Chciał, bardzo chciał aby jej pierwszy raz należał do niego...
Zdjał jej bieliznę. Pieścił piersi, językiem, dłońmi...czuł się tak szczęśliwy...było mu tak przyjemnie...
- Mmmm - zamruczała dziko jak kotek, czuła się tak rozkosznie, ciepło i wspaniale.
- Kocham Cię...kocham... - powtarzał, kładąc głowę na jej łonie.
Przez chwilę tkwił tak ale w końcu spytał:
- Aya...chciałabyś...ze mną...?
Przez chwilę się wahała...A jęsli ją wykorzysta ? NIE ! Warui nie jest taki...
- Tak - pokiwała nieśmiało głową.
Niespodziewanie wziął ją na ręce. Była naga ale jemu wcale to nie przeszkadzało.
- Na podłodze będzie Ci nie wygodnie... - uśmiechnął się nieznacznie i ruszył w stronę swojego pokoju. Kiedy już tam dotarli, położył ją ostrożnie niczym kruchy przedmiot na łóżku i usiadł obok, dając jej chwilę wytchnienia a raczej namysłu czy jest pewna.
Ayashi wpatrywała się w piękne niczym rzeźbione ciało chłopaka i chichotała z podniecenia.
Warui zawisł nad nią, podpierając się łokciami. Jego głowa była tak gdzieś na wysokości jej brzucha, a oczy "leciały" do dołu xD.
Dziewczyna z trudem powstrzymywała się, przed rzuceniem się na niego xP.
- Mhm... - mruczał, opuszkami palców dotykając jej krocza. Później włączył w pieszczoty całą rękę i zrobił malinkę na jej udzie.
(do łokcia, do łokcia...buahaha XD) Aya dłużej nie panując nad sobą zaczęła krzyczeć jęczeć na przemian.
Teraz, język Waruiego krążył między jej nogami. On sam nie czuł żadnego zniesmaczenia, jakie może teraz czuć widownia (*macha widowni XD*). Wprowadził powoli język do jej wnętrza, kładąc sie na brzuchu.
- Warui...ahhh- j ęczała i próbowała coś powiedzieć, ale nie mogła..
Warui utknął w bezruchu, chcąc wiedzieć co próbowała powiedzieć Aya. Naprawdę, liczył się z każdym jej słowem.
- Kocham Cie - wypaliła. Czarny zmieszał się trochę, a język mimowolnie zaczął drgać wywołując jęki u Anielicy. Dłońmi trzymał kosmyki włosów Ayi, które siegały aż do pasa.
Ayashi przymknęła oczy, czując na sobie wzrok mężczyzny. Nie poruszała się, całkowicie oddając się jego woli. Wiedziała, że nie może stać się jej krzywda.
Warui wsunął język do ust, tym samym składając pocałunek na jej kroczu (omg @.@). Zastanawiał się czy dalej ma "męczyć" Ayę. Wtulił glowę w jej piersi, uśmiechajac sie jak małe dziecko
Dziewczyna przycisnęła jego ciało do swojej sylwetki, czując jakie bije z nego rozkoszne ciepło i żar.
- Uważaj bo Cię zgniotę... - zaśmiał się, ocierając się o jej ciało. Pod jej plecy wsunął dłonie, które teraz krążyły z góry na dół.
- Hihi - zaśmiała się i ziewnęła, przecierając oczka.
Warui wyglądał jakby się upił. Śmiał się, cieszył i wtulał w Ayę jak w matkę (biedna XD). Jego ręce jakby niewiedzieć czemu spoczywały na jej pośladkach (XD).
(gwałcą ! pomocy ! XD) Dziewczyna pocałowała go najbardziej namiętnie jak potrafiła. I zaczęła równie głupkowato się uśmiechać)
Warui podniósł się, podpierając. Teraz wpatrywał się w błękitne oczy Anielicy. Pod wpływem emocji, co mu się czasami zdarzało, skrzydła nagle "wyrosły" z jego pleców, ale on nie czuł najmniejszego bólu. Skrzydła oddzielały ich od rzeczywistości. Czarny złożył je tak, aby nie widzieli niczego poza sobą.
Pocałowała go po raz kolejny, tocząc subtelną grę z jego językiem, muskając delikatnie jego wilgotne wargi, gładząc dłońmi jego policzki, włosy. Ayashi zarzuciła ręce na jego szyję, nie chcąc, aby oddalił się ani na centymetr od jej ciała. Przez długą chwilę nie istniał dla nich żaden inny świat poza tym namiętnym i pełnym uczucia pocałunkiem.
Warui, w tej chwili cieszył się, że jest Czarnym, jest na Ziemi i najważniejsze - że jest z Ayą. Czuł skórę Ayi, tak jakby byli już jednością. W jednej chwili poczuł, że Anielica jest teraz kimś najważniejszym i że kocha ją całą, jej usta, ciało...nie mógł pojąć, dlaczego Ave wyrządził jej taką krzywdę. Chciał jej to jakoś wynagrodzić. Delikatnie złapał swoją męskość i skierował ją ku kroczu Ayi (JEZUUUUU XDD).
Anielica podniecona i u granic wytrzymałości zaczeła sapać głośno. Rozchyliła lekko uda, zabraszająco wodząc dłonią po jego biodrze.
Warui wprowadził powoli nabrzmiałą męskość w nią. Wyciągnął rękę i złapał ją za dłonie, chcąc uśmieżyć trochę ból.
Aya odchyliła głowę do tyłu. Jego dłonie teraz kurczowo trzymające się rąk Waruiego zaciskały coraz mocniej..
- Aya...za chwilę...minie...ból... - Warui był zbyt podniecony i rozochocony aby mówić poprawnie.
Dziewczyna przymknęła oczy, z jej gardła wydobył się cichy jęk. Poczuła palce Czarnego na swoim policzku.
Czarny uśmiechał się. Spełnienie, którego tak bardzo oczekiwał nadeszło...ale ani myślał "wyjść" z Ayi.
Ona jęknęła, wbijając palce w jego ramiona i rozchylając szeroko usta, pragnąc złapać, choć trochę powietrza w zmęczone płuca.
- Mogę tak jeszcze...trochę... - prosił ją. To, że w niej jest, jeszcze mu nie wystarczało. Chciał być w niej jak najdłużej.
Aya wygięła grzbiet w spazmatyczny zygzak, dociskając własne ciało do jego gorącej skóry. Wzięł głęboki oddech, ściskając udami jego biodra - to miała być odpowiedź.
Warui czuł się tak błogo aż nagle poczuł się śpiący. Przysypiał wąchając jej skórę. Językiem dotykał jej, rozkoszując się smakiem. Żadna Ludzka Istota, żaden Anioł czy Czarny nie miał tak wspaniałej skóry jak ona. Przycisnął jej uda bardziej do siebie, czując, że zaraz nie wytrzyma i...(jak o tym napisałam, to Matisia sie załamała czyli pozdrowienia dla niej XD~~)
(czym tu sie załamywać XP) Dziewczyna poczuła jego pulsujący członek na swoim udzie...czuła, że się dusi, ale była tak szczśliwa, żę mogła nawet umrzeć.
Z jego męskości zaczęła tryskać dziwna ciecz (...znowu pozdrawiamy Matsie XDDDD"" *gleba*), która znalazła się na udzie i podbrzuszu Ayi.
Anielica bez wstydu nachyliła się i zlizała ciecz. Oblizując przy okazji każdy skrawek wspaniałego ciała
Czarny przytrzymał ją. Palcami przebierał jej włosy, kosmyk za kosmykiem, chcąc aby Aya dotykała jego ciała, pieściła je do utraty tchu.
Nie było piękniejszego widoku od tego, będącego w całkowitej ekstazie, tak błagalnie domagającego się dalszych pieszczot chłopaka. Aya pocałował swojego Waruiego zmysłowo w szyję, wodząc palcami po jego klatce piersiowej i brzuchu
Warui położył się obok na znak, że może robić z nim co tylko zapragnie. Nagi, z przymkniętymi oczami Czarny oddychał głęboko. Skrzydła skuliły się, ale nadal były rozłożyste.
Ayashi zbliżyła usta ku niemu, aby ponownie złączyć się w namiętnym pocałunku. Jednak nie traciła czasu. Jej dłonie wędrujące po ciele chłopaka tak jej bliskiego, gładzące jego plecy, klatkę piersiową, biodra… po chwili padła na poduszkę obok...wyraźnie zmęczona z ciężkim oddecem na ustach.
- Uh...Aya...przepraszam, musiałem Cię nieźle wymęczyć... - jęknął, jeszcze czując jej ciepłe dłonie na sywm ciele.
- Jak to są męki...to życzę sobie taką śmierć - powiedziała żartobliwie, ale nadal nie mogła uspokoic oddechu.
Oburzony Warui położył wargi na jej ramieniu.
- Nie możesz umrzeć, więc nie życz sobie jakiejkolwiek śmierci - powiedział dość poważnie.
- Dla Ciebie, będę żyć wiecznie - odpowiedziała przyciskaąc jego włowę do swego ramienia.
Czarny uśmiechnął się pod nosem. Leżeli w milczeniu przez pięć, może dziesieć aż słodką ciszę przerwał huk.
- Pójdę to sprawdzić, poczekaj - ucałował ją w policzek, założył coś na siebie i zerknął jeszcze raz na Ayę poczym wyszedł. W jednej chwili schował skrzydła i począł się rozglądać. Na korytarzu ujrzał coś, kulącego się. Przypatrywał się temu przez parenaście sekund. To był Ave. Chodź widział go tylko przez chwilę i niedokładnie, zapamiętał jego rysy twarzy, sylwetkę...
Ave skulony, obejmujący kolana wyglądał tak żałośnie, jak strącony Anioł, którym był. Chciał o tym powiedzieć Ayi, chociaż wiedział, że to nicby nie zmieniło. Ale on ją kochał, naprawdę ją kochał...ale sam zadawał sobie pytanie i sam się sobie dziwił, dlaczego zrobił jej takie świnstwo...?
- Ave... - zaczął cicho Warui. Nie był do niego wrogo nastawiony, nawet była w jego głosie odrobina współczucia. Czarny domyślił się, że Avemu naprawdę zależy na Ayashi. Widział to, ale nic nie mówił.
- Zostaw...zostaw mnie... - załkał Anioł. Dopiero teraz Warui zauważył krew sączącą się z jego pleców i pare piór pod zdartą, zabrudzoną brudną, czerwoną krwią szatą.
Gdy Warui nie wracał dłuższą chwilę anielica postanowiła go poszukać.Narzucila na siebie koszulę chłopaka i wyszła na korytarz ujrzała Avego....a pod nim kałużę krwi.
- Ave...! Co Ci jest - podbiegła i uklęknęła obok niego, gdy zobaczyła krew..i posklejane pióra..to już wiedziała kto mógl mu to zrobić.
- Warui! przynieś szybko bandaże...trzeba go opatrzyć- zwróciła się do Czarnego.
- To nic nie da... - odparł Ave, kuląc się jeszcze bardziej. Czarny widział, jak Upadły Anioł miota się z przeróżnymi emocjami.
- Aya...lepiej ty skocz po bandarze - polecił. Ave był mu za to bardzo wdzięczny.
Ayashi pobiegła i zamknęła za sobą dzwi. Porwała bandaże z niebywałą szybkością...staneła przed dzwiami i - co tu dużo mówic- podsłuchiwała XD.
- Jestem podły... - tłumaczył Anioł, chowając twarz w dłoniach - Zraniłem ją a teraz jeszcze chcę od niej pomocy...zostawcie mnie...ja...chcę...umrzeć.
Warui czuł się głupio. Nie wiedział czemu, po prostu czuł.
- Ave...założę się, że nie możesz, powtarzam nie możesz umrzeć...zapewne masz Istotę, nad którą sprawujesz pieczę, prawda? Jesteś Aniołem Stróżem - odparł Czarny, wiedząc to już od pierwszego spojrzenia na Ave.
Anuielica nie wiedziała co ma myśleć. Ona nie kochała Avego, chciała aby był jej przyjacielem. Przebaczyła mu te wszystkie krzywdy...
Warui wręczył mu kluczyki. Wiedział, że wszystkie Anioły, bez względu na rangę czy też inne okoliczności powinny sobie pomagać.
- Proszę. To są klucze do niewielkiego domu, nieopodal parku. Przemyśl wszystko...i ciesz się, że jesteś w takim stanie, bo mam Ci za co nakopać...nie traktuj tak nikogo więcej - uśmiechnął się. Tak naprawdę, "skopanie" przez Warui'ego ograniczało się do uderzenia w twarz. Pomógł wstać Avemu. Park był dwieście metrów stąd. Zapewnił, że poradzi sobie sam i już niczego mu nie potrzeba. Podziękował i wyszedł, a Warui wpatrywał się w jego zakrwawione plecy, oddalające się. W pewnym sensie rozumiał go.

(niaaaaaaaaaa <3)

2005-12-27 || 11:51:50 || skomentuj (4)


*ekhm, ekhm*


Pewnego dnia dziewcze nazywane w otoczeniu - Me-chan (Boziu, niech Me mnie za ot nie zabije XD) postanowiła zrobić RPGa lecz nie wiedziała ona o czym. Tak więc pojawiło sie drugie dziewcze, Kimi, które doradziło RPGa o aniołach, demonach, czarnych aniołach i człowiekach (wiem, że to niepoprawnie gramatycznie i po polskiemu =o).
RPG jest otwarte od teraz, bo chce nam sie chyba napisać notke, prawda Me XD?

2005-12-22 || 20:19:54 || skomentuj (2)